poniedziałek, 2 września 2019

Chashu

  Dziś chashu (ponoć wymawia się to: ciasiu). Nazwa trochę myląca, mnie skojarzyło to się z ciastkiem... Nic bardziej mylnego, to solidny kawał mięcha. Wegetarianie lepiej niech tego nie czytają, tylko od razu pójdą po pokrzywy... A'propos zielska: nie pamiętam, czy pisałem, ale dziwię się wegetarianom, że nie jedzą wołowiny? Przecież krowa je trawę i produkuje wołowinę... A więc wołowina jest z trawy, czyli wege... No dobra wracamy do chashu. Jest to potrawa uniwersalna, można jeść na ciepło i na zimno. Na obiad czy na kolację, z chlebkiem, z ryżem, kaszą. Można dorobić jakiś sos, można dodać do ramenu. Zależy na co mamy ochotę. Dość gadania, do roboty...

Składniki:
  • 1,5 kg boczku surowego (takiego całkiem surowego, niewędzonego)
  • świeży imbir, tak z 8 cm
  • 1/2 szklanki cukru
  • 3/4 szklanki sosu sojowego
  • 1 szklanka wina wytrawnego czerwonego
  • 50 ml wódki
  • 1/2 główki czosnku
  • cebula
  • kawałek papryczki chili
   Z boczku usuwamy kości, chrząstki, skórę. Zwijamy w rulon i obwiązujemy sznurkiem. Wkładamy do gara. Wlewamy wino i wódkę, w oryginale jest sake i mirin, nie posiadałem, więc zastąpiłem miejscowymi produktami. Dodajemy zmiażdżony czosnek i podobnie potraktowany imbir. Wrzucamy cebulę i wlewamy sos sojowy, dodajemy papryczkę, miałem suszoną, więc naprawdę tylko kawałeczek... Dolewam wody, nasza rolada musi być zanurzona tak mniej więcej 3/4. Stawiamy na ogniu i gotujemy na małym ogniu, tak ok. dwie, dwie i pół godziny. Zależy jaka świnia nam się trafi. W razie potrzeby dolewamy wody. No i obracamy co jakiś czas, coby równo miękła. I w zasadzie to by było na tyle. Dalej to już jak kto chce, czy na obiad, czy do chleba.
  Aha, jak już było miękkie przełorzyłem chashu na blachę i  wsadziłem na kilka minut do gorącego piekarnika, żeby skórka się opiekła, ładniej wygląda i ma fajną chrupiącą skórkę.



Smacznego!!!

P.S. Jadłem to również przesmażone na patelni. Pychota....

wtorek, 27 sierpnia 2019

Piwo

   Dziś w zasadzie przepisu nie będzie... Chcę się tylko pochwalić, że powróciłem do dawnego hobby, a mianowicie do warzenia piwa. W sensie dosłownym, nie w przenośni... A oto dowód:


    Jak widać na załączonym obrazku jest to piwo żytnie. Nie pamiętam kiedy piłem poprzednio piwo ze słodu żytniego, dlatego zdecydowałem się na zrobienie właśnie takiego. W zasadzie to mogę podać przepis na piwo.
  Bierzemy ześrutowany słód, wrzucamy do gorącej wody. Przeprowadzamy zacieranie, następnie wysładzanie, nachmielanie. Następnie schładzamy, dodajemy drożdże i czekamy aż nastąpi fermentacja. Najpierw burzliwa, później spokojna. Dodajemy trochę glukozy (aby drożdże miały co jeść) i rozlewamy do butelek. I tu jest najgorszy punkt programu: mycie 45-ciu butelek...  Drożdże są tak miłe, że przerobią nam glukozę na dwutlenek węgla i nagazują nam nasze piwo. Po nalaniu do butelek piwo od razu kapslujemy. I teraz ćwiczymy silną wolę: trzeba co najmniej miesiąc czekać aby piwo nam dojrzało...
   I to było chyba wszystko... Prawda, że łatwizna? 
   Nie będę sadystą, nie powiem: smacznego!!!
   Bo piwo wyszło całkiem, całkiem...

czwartek, 15 sierpnia 2019

Chleb

   Dziś przepis na chleb z... kaszy. I to gryczanej... Co prawda nieprażonej, ale jednak z kaszy. Roboty nie ma dużo, ale trzeba zaplanować wcześniej pieczenie, ponieważ kasza musi fermentować 24 godziny. Nie, procentów z tego nie będzie, zresztą i tak by odparowały podczas pieczenia. No to do dzieła.

Składniki:
  • 2 szklanki kaszy gryczanej jasnej
  • 2 łyżeczki soli
  • ziarno słonecznika, łuskane
   Jak widać składników też niewiele. A i przepis prościzna, nie może się nie udać. Kaszę wysypujemy na sitko i dokładnie płuczemy.  Wrzucamy do słoika i zalewamy dwiema szklankami zimnej wody. Jak ktoś ma to może dodać łyżkę wody z zakwasu, szybciej się to "bujnie". Zakrywamy słoik ścierką, albo zakręcamy, ale nie za mocno, będzie bąblowało...  Odstawiały na 24 godziny od czasu do czasu mieszając łyżką do dna. Po tym czasie dodajemy sól i blendujemy, ale nie za dokładnie, mają pozostać kawałki kaszy. Dokładamy słonecznik albo inne ziarnka, mieszamy. Keksówkę wykładamy papierem do pieczenia i wlewamy naszą kaszę. Wstawimy do gorącego piekarnika (200 stopni) i pieczemy około godziny. I to by było wszystko. Prawda, że prościzna? Co do smaku zdania są podzielone: jednym smakuje, innym nie bardzo... Mnie smakuje, można od czasu do czasu upiec.




Smacznego!!!

wtorek, 23 lipca 2019

Paella

   Niedawno miałem mały spęd rodzinny i postanowiłem zrobić paelle. I to na bogato, a więc były owoce morza i chyba najdroższa przyprawa świata czyli szafran. Jeśli mam być szczery to szafran mnie troszkę rozczarował: jest przereklamowany... I pieruńsko u nas drogi, w sklepie 8 zł za w zasadzie szczyptę... Parę dni temu siostra przywiozła mi z Bułgarii solidną garść. I nie było to powalająco drogie... 

Składniki:
  • 400 g ryży
  • 3 udka kurczęcie
  • 1 cebula
  • 1 papryka
  • owoce morza 
  • szafran
  • wywar rybny
  • 2-3 ząbki czosnku
  • olej
  • sól pieprz
 Udka trybujemy, kości i skórę odkładamy, będziemy mieli do ugotowania zupy, albo wywaru. Kroimy je na mniejsze kawałki (mięso, nie kości). Na dużej patelni rozgrzewamy olej. Wrzucamy mięso i smażymy na rumiano. Dodajemy cebulę pokrojoną w kosteczkę i czosnek pokrojony w plastry. Ryż wsypujemy do szklanki, a następnie do miseczki, musimy wiedzieć ile szklanek go jest, aby dolać później odpowiednią ilość wywaru. W zasadzie to powinien być specjalny ryż do paelli, ale nie posiadam takiego, to wziąłem ryż okrągły. Jak nam się cebulka zeszkli wrzucamy szafran, solimy, pieprzymy, troszkę przesadnie, ponieważ ryż troszkę wciągnie przyprawy. Wsypujemy ryż, smażymy chwilkę mieszając. Wlewamy wywar rybny, dwa razy tle co ryżu. Jak nie mamy rybnego, może być mięsny. Ja zostawiłem sobie łeb i kręgosłup z filetowania pstrąga i na tym zrobiłem wywar. I to jest ostatnia chwila, żeby spróbować i ewentualnie doprawić. Później paelli już nie wolno mieszać. Zapomniałem o papryce. Myjemy, kroimy i wrzucamy przed ryżem. Wszystko mieszamy i przykrywamy. Jak się zagotuje zmniejszamy ogień i gotujemy 10 minut. Owoce morza miałem w postaci mrożonej mieszanki: kawałki kalmarów, krewetki, ośmiorniczki, mule. Płuczemy to pod zimną wodę i rozsypujemy na całej paelli. Gotujemy jeszcze 5 minut i możemy podawać. Podajemy w tym samym naczyniu co gotowaliśmy. Przed samym podaniem możemy skropić sokiem z limonki, oliwą i posypać jakąś zieleniną.





Smacznego!!!


    A tu wcześniejsza, skromniejsza wersja: z kurczakiem i chorizo. A zamiast szafranu kurkuma. Też dobre.



czwartek, 20 czerwca 2019

Korean egg bread

  Dziś przepis na przegryzkę. Choć nic nie stoi na przeszkodzie aby zrobić z tego śniadanie w domu czy w pracy. Można zapakować dziecku do  szkoły. Albo skonsumować na kolację. Korean egg bread - nieźle brzmi, no nie? W sumie to trochę nietypowa muffinka. I nie na słodko, ale skoro już robiłem mięsne muffiny... Ponoć jest to  bardzo popularny w Korei fast-food, pieczony i sprzedawany na ulicy. Nie wiem, nie byłem niestety jeszcze tam.. A szkoda. Składniki są przewidziane na 6 ciastek, hmm... raczej chyba bułeczek... Piekłem je w foremkach o średnicy 8 cm, a więc ciut większych niż typowe muffinki.

Składniki:
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 3/4 szklanki mleka
  • 7 jajek
  • 2 łyżki octu winnego
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki masła plus do smarowania foremek
  • 1/2 łyżeczki soli
  • natka pietruszki
  • starty żółty ser
  Przepis jest prosty. I dość szybki. Chyba dłużej się piecze niż robi...  Zaczniemy od roztopienia masła. Ja jako człowiek leniwy robię to w mikrofali. Wstawiam na 20 sekund na niskiej mocy. Następny krok jest dość nietypowy. Mianowicie zrobić musimy serek. A więc do 3/4 szklanki mleka wlewamy dwie łyżki octu winnego i mieszamy. Po chwili zetnie się nam serek, odstawiamy go na chwilę na bok. Do miski wsypujemy mąkę, sodę, proszek do pieczenia i sól. Mieszamy wszystko rózgą. Ciasto będzie rzadkie więc ta rózga nam się jeszcze przyda. Wbijamy jedno jajko, wlewamy roztopione , ale nie gorące, masło. Dodajemy nasz serek wraz serwatką (czyli całą zawartość szklanki). Dokładnie mieszamy aby nie było grudek. Foremki dokładnie smarujemy masłem i wlewamy po jakieś półtorej łyżki ciasta. Następnie do każdej foremki wybijamy jajko. Na jajka rozlewamy równomiernie resztę ciasta. Odrosty pietruszki myjemy i kroimy średniodrobno. Do każdej foremki wsypujemy troszkę zieleniny. Jak ktoś nie lubi może nie dodawać. Albo użyć innej np. kolendry, bazylii itp. Całość posypujemy jeszcze żółtym serem i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Pieczemy ok 25-30 minut, aż ładnie się zarumienią. 



Tradycyjne smacznego!!!

P.S. Właśnie doczytałem, że po koreańsku nazywa się to gyeran-bbang. Kurczę, szkoda, że nie wcześniej... Ale byłby bajerancki tytuł posta... 😉